|
Nowy Rok. Trzeba mieć wiele szczęścia, aby dostać się
gdziekolwiek w ten dzień komunikacją publiczną. Autobusów kursuje jak na
przysłowiowe lekarstwo, całe szczęście pozostają pociągi. Godzina 17:00
na dworcu autobusowym w Piszu spotkać można nielicznych podróżnych
wracających… a raczej próbujących wrócić do codziennych obowiązków po
sylwestrowej zabawie…
Dworcowy budynek, z poczekalnią od pierwszego stycznia otwartą dla
podróżnych już tylko dwie godziny w ciągu doby (w godzinach przyjazdów,
tudzież odjazdów pociągów), nie jak w starym roku od 8 do 18. Kasa
biletowa kilka minut po godzinie 17:00 była jeszcze zamknięta. Przed
okienkiem zakrytym starą „zasłoną” ustawiła się kilku osobowa kolejka -
jakże niecodzienny widok dla stacji w Piszu. Po kilku minutach udało mi
się kupić bilet ulgowy do Rucianego-Nidy. Obszedłem dookoła salę
poczekalni i wyszedłem na peron - całe szczęście odśnieżony (pomiędzy
„znakami” z oznaczeniem „100 metrów”). Blisko 20-minutowe oczekiwanie na
pociąg spędziłem na spacerowaniu po peronie. Tuż przy końcu peronu
patrząc w kierunku Rucianego-Nidy i Szczytna, na torze sąsiadującym z
torem numer 3, ustawione były dwa towarowe wagony - stały tutaj jak się
domyślam od minionego piątku i były to jedyne wagony na stacji, na torze
przy rampie załadowczej ze startami drewna przygotowanego do załadunku
było pusto.
Na peronie czekało coraz więcej ludzi, około 17:30 rozległo się
trąbienie - pierwszy zwiastun zbliżającego się pociągu, po kilku
minutach na tor numer 1 wtoczyła się w porywającym tempie lokomotywa
SU42-526 z trzema wagonami, wszystkimi typu bonanza. Z pociągu wysiadło
około 20 pasażerów. Zająłem miejsce w pierwszym wagonie, po około 8
minutach, lokomotywa znalazła się już na początku składu, objechawszy
wcześniej wagony po torze numer 2. Konduktora, którego niejednokrotnie
spotkałem w pociągu do lub z Pisza ostatnimi czasy, z zegarkiem w ręku
czekał przy wagonie, aby dać znak do odjazdu. Chwilę później, z
zaskoczenia, otworzyły się za moimi plecami okno, to jeden z pasażerów,
któremu najwyraźniej było za gorąco. Nie obyło się bez słownych utarczek
z konduktorem, zakończonych na szczęście zamknięciem okna przez lekko
„dziwnego” podróżnego.
Monotonną podróż przerwał po kilkunastu minutach krótki postój na
przystanku Szeroki Bór - Wykorzystany przez konduktora na odebranie od
maszynisty kubka, z jak się domyślam, zagotowaną wodą. Ruszamy dalej w
kierunku Rucianego-Nidy. Za oknem przewijają się zaśnieżone krajobrazy,
jest jednak ciemno, niewiele widać. Zgodnie z planem około 18:24
dojeżdżamy do Rucianego. Dosiada się kilku kolejnych pasażerów -
frekwencja całkiem niezła. Mijamy pomieszczenie dyżurnego ruchu,
oświetlone blaskiem świątecznej choinki, aby chwilę później opuścić w
ślimaczym tempie stację Ruciane-Nida. Pierwsza w nowym roku kolejowa
podróż za chwilę dobiegnie końca. Czekam już przy wyjściu, za około 8
minut pociąg powinien dojechać do oddalonego o zaledwie 2 kilometry
przystanku Ruciane-Nida Zachód.
Powoli ukazują się pierwsze światła, chwilę później już widoczny jest
już majaczący w oddali budynek przystanku. Pociąg zatrzymuje się, ja
wysiadam, podążam na początek składu zrobić pamiątkową fotografie.
Rozlega się odgłos gwizdka - konduktor bardzo szybko daje sygnał do
odjazdu. Pociąg rusza, za ostatnim wagonem biegną dwie bliżej
niezidentyfikowane osoby, patrzę na to z lekkim zaniepokojeniem,
podobnie ja kilka osób, które podobnie jak ja wysiadły w Rucianem-Nidzie.
Kończy się na szczęcie bez tragedii. Pociąg odjeżdża, ja natomiast
kieruje się do domu. Pierwsza w tym roku kolejowa podróż minęła
spokojnie, czekam z niecierpliwością na kolejne…
Paweł Wagner
1 stycznia 2006 r.
« powrót do spisu artykułów
|




Więcej zimowych zdjęć:



|