|
Ełcka Kolej Wąskotorowa, po wielu trudnych
przeżyciach, groźbach likwidacji, od kilku lat działa z powodzeniem w
umożliwiając wycieczkowiczom w sezonie turystycznym regularne przejazdy.
Dobiega końca sierpień 2005 roku, przede mną zatem ostatnia szansa na
przejazd rozkładowym pociągiem na trasie EKW w tym roku.
Jest 20 sierpnia 2005 roku, pogoda dopisuje, od kilku dni można wręcz
powiedzieć, iż jest upalnie. Znakomita szansa na wycieczkę do Ełku. W podróż
wyruszamy wraz z moją współtowarzyszką porannym pociągiem z Giżycka. Na
stacji kolejowej, w mieście nazywamy przez mieszkańców „stolicą Mazur”,
zjawiamy się wczesnym porankiem, tuż po godzinie 7:00. Rzut oka na
niszczejący budynek, rozklekotane perony i odstraszające przejścia podziemne
pod torami. Czekamy na pociąg „Podlasiak” relacji Szczecin – Białystok,
przez Olsztyn i Ełk. Po krótkiej i jakże niezrozumiałej zapowiedzi spikera
skład prowadzony przez SU45 wjeżdża na tor przy peronie 1. Zajmujemy miejsca
w jednym z wolnych przedziałów, ruszamy dalej. Po drodze do Ełku
zatrzymujemy się jedynie w Wydminach i Starych Juchach. Na drugim postoju
czekamy trochę dłużej niż zakłada do rozkład jazdy, powód: mijanka ze
spóźniającym się kilka minut pociągiem Rybak do Szczecina. Około godziny
8:30 dojeżdżamy do celu naszej podróży: Ełku. Bez pośpiechu opuszczamy
wagon, wszak pociąg ruszy w dalszą drogę dopiero za kilka minut, po zmianie
lokomotywy na elektryczną.
Ełku nie znamy, więc w myśl przysłowia "język najlepszym przewodnikiem”
postanawiamy dowiedzieć się o lokalizację stacji Ełk Wąskotorowy w pierwszym
lepszym miejscu. Pada na pobliski kiosk usytuowanym wewnątrz budynku
stacyjnego. Po krótkiej – niezbyt miłej, ale jakże zabawnej – konwersacji ze
sprzedawcą, który zachował się jakby nie widział absolutnie nic ciekawego w
celu naszej podróży, wreszcie wyksztusił z siebie kilka wskazówek, które
pomogły nam dotrzeć do kolejki. Opuszczamy budynek stacji, kierujemy się w
prawo. Ukazuje się nam duża tablica reklamowa Ełckiej Kolei Wąskotorowej,
stojąca tuż obok zabytkowego parowozu, który zapewne niegdyś był
wykorzystywany w EKW. Dziś stanowi jedynie wspomnienie czasów świetności
linii. Do stacji dojść można długim podziemnym korytarzem, prowadzącym pod
peronami normalnotorowej stacji. Jesteśmy na miejscu! Oto stacja Ełk
Wąskotorowy. Krótki spacerek do charakterystycznego budynku stacji i nagle
podbiega do nas opiekun EKW, pan Mirosław Sawczyński, którego z tego miejsca
serdecznie pozdrawiam!
Na początek wizyta w muzeum. Co prawda pomieszczenie z ekspozycją zabytków
kolejnictwa jest stosunkowo małe, ale zgromadzonych zostało tutaj wiele,
bardzo, bardzo ciekawych pamiątek. Od dawnego urządzenia do datowania
kartonowych biletów, przez miniaturowe modele lokomotyw, po zbiór
przedmiotów używanych niegdyś na co dzień w pracy konduktorów, zawiadowców,
dróżników. Zatrzymam się na chwile przy kartonowych biletach – każdy może
sam je dowoli kasować, datować, ba można nawet przymierzyć dawne wyposażenie
służbowe konduktorów. Dużo by jeszcze pisać na temat samego muzeum. Po
pomieszczeniu oprowadza nas wyznaczony przez pana Sawczyńskiego przewodnik.
Jest nim Kamil – około 14-letni chłopak, który mieszka (!) w budynku stacji.
Trzeba przyznać, iż mimo młodego wieku, wiedzy Kamila nie powstydziłaby się
chyba większość dorosłych miłośników kolei.
Po zwiedzeniu muzeum postanawiamy obejrzeć wystawę taboru, zlokalizowaną na
bocznych torach stacji. W wycieczce towarzyszy nam dalej Kamil. Na stacji
panuje co najmniej niepowtarzalny klimat. Można wejść prawie wszędzie,
obejrzeć z bliska każdy pojedynczy wagon czy lokomotywę. A jest co oglądać.
Na bocznych torach stoją osobowe wagony doczepne pamiętające jeszcze czasy
regularnych przewozów pasażerskim, są wagony do transportu towarów, stoi
pług odśnieżny, dźwig kolejowy, transportery - umożliwiające transport na
wąskich torach wagonów normalnotorowych. Wreszcie jest też parowóz Px48 co
ciekawe używany cały czas do przejazdów turystycznych – niestety nie
rozkładowych, lecz na zamówienie. Możemy nawet zajrzeć do lokomotywowni,
gdzie do dzisiejszej podróży przygotowywana jest zielono-pomarańczowa
spalinowa lokomotywa Lyd1. Po przeciwnej stronie niż lokomotywownia stoi
natomiast normalnotorowy parowóz Ty1. Niestety stan utrzymania lokomotywy
pozostawia jeszcze nie wiele do życzenia, co nie stoi jednak na przeszkodzie
w zrobieniu sobie zdjęcia wewnątrz parowozu. Idziemy dalej – w dalszy spacer
po stacji Ełk Wąsk. W oddali słychać silnik wspomnianej już lokomotywy Lyd1,
która wyjechała z lokomotywowni i podąża w kierunku stanowiska do tankowania
paliwa. My tymczasem powoli podążamy w kierunku budynku stacji. Prosimy
Kamila o pamiątkowe wspólne zdjęcie wewnątrz reprezentatywnego parowozu T
typ "Las" stojącego na trawniku przez budynkiem stacyjnym. Zaczepia nas pan
Gospodarz. Po krótkiej rozmowie zaprowadza nas na tytuły stacji, gdzie w
pocie czoła przy rzeźbieniu dużych pnie drzew pracuje kilku robotników.
Rzeżby te stanąć mają w przyszłości na przystanku... Kubusia Puchatka. Jak
mówi pan Sawczyńskim, będzie to kolejny krok mający na celu zwiększenie
atrakcji na trasie EKW, których i tak już nie brakuje, o czym jednak
później. Po wykonaniu na prośbę Gospodarza kilku fotografii powstających
rzeźb wracamy przed budynek stacji.
Stoi tutaj już uformowany skład, jaki o 10:00 wyruszy w rozkładową jazdę na
trasie Ełk Wąsk. – Jezioro Nieciecz – Ełk Wąsk. Pociąg, na czele z
lokomotywą Lyd1, składa się z czterech wagonów – dwóch otwartych (czyt. bez
szyb) i dwóch zamkniętych (patrz zdjęcia). Po uprzednim zaopatrzeniu się w
bilety (18 złotych bilet normalny!), których jak się później okaże nikt nie
sprawdzi, zajmujemy miejsce na samym początku pierwszego za lokomotywą
wagonu - będzie to jednak naszym dużym błędem! Miejsca w pociągu zajmuje
coraz więcej osób, jest dużo Niemców, nie brakuje rodziców z dziećmi, jest
też wycieczka szkolna (kolonijna), która zajęła praktycznie cały wagon.
Obłożenie pociągu jest duże, sięga chyba 95%. Wynik chyba niezły. Tutaj
słowo o rozkładzie EKW. Rozkładowe pociągi turystyczne kursują w okresie
letnim (od maja do sierpnia) w każdą środę i sobotę. Wyjazd o godzinie
10:00, cała podróż trwa około czterech godzin. Ponadto organizowane są
przejazdy na zamówienie w innych terminach w myśl „klient nasz pan”.
Kilka minut po godzinie 10:00 lokomotywa rusza z peronu stacji Ełk
Wąskotorowy. Pogoda w dalszym ciągu jest wręcz doskonała, ani jednej chmury
na niebie, słupek rtęci na termometrze czas pnie się ku górze. Jedziemy!
Powoli opuszczamy stację i oglądane dokładnie kilkadziesiąt minut wcześniej
wagony i parowozy stojące na bocznych torach w Ełku Wąsk. Tuż za stacją, po
prawej stronie widać budynek wyglądający na ełcką lokomotywownią. Mijamy
przedmieście Ełku, przed nami około 20 kilometrowa trasa do Jeziora
Nieciecz. Niestety zamiast w pełni rozkoszować się podróżą, coraz bardziej
we znaki daje nam się lecący wprost na nasze twarze... dym z lokomotywy.
Ponadto chwilami robi się wręcz zimno od pędu powietrza, ale cóż poradzić.
Trasa prowadzi w większości przez pola, łąki, pastwiska, chwilami prowadzi
też tuż przy zabudowaniach. Mijamy po drodze nieużywane przystanki – Mrozy
Wielkie, Ragielnica, Kałęczyny, następnie Laski Małe, gdzie znajduje się
odgałęzienie linii do stacji Zawady-Tworki. My jedziemy inną trasą, w
kierunku Turowa. Zbliżamy się do Sypitek, gdzie następuje pierwszy, po około
godzinnej podróży, postój w naszej podróży. Z pociągu wysiada wspomniana
wcześniej wycieczka, która jak się później okazuje rozpali sobie ognisko tuż
przed stacyjnym „budynkiem”. My jednak jedziemy dalej, przekraczamy most
kratownicowy na rzece i po kilku minutach jazdy kolejny postój, tym razem
już planowy. Jesteśmy nieopodal jeziora Nieciecz, plan wycieczki przewiduje
tutaj spacer podróżnych nad jezioro – może to nie lada atrakcja dla
„nietutejszych”, w nas jednak, mieszkających od urodzenia w „Krainie Tysiąca
Jezior” nie budzi to większych emocji. Postanawiamy mimo wszystko skorzystać
z okazji i rozprostować nogi, oraz odpocząć od trochę mało wygodnej podróży
na drewnianych wagonowych ławkach (to jednak nie stanowi większego
problemu). Kilka minut później pociąg rusza dalej. Kilkaset metrów za
postojem, gdzie wysiedli pasażerowie, lokomotywa objeżdża wagony, zmienia
kierunek jazdy i wraca z powrotem na miejsce postoju. Chwila na robienie
zdjęć i ponownie zajmujemy miejsca w pociągu.
Ruszamy w drogę powrotną, w kierunku Sypitek. Cel osiągamy po około 30
minutach jazdy. Organizator wycieczki zaprasza wszystkich na spacer po wsi –
pociąg w drogę powrotną do Ełku wyruszy dopiero za godzinę. Jak się później
okazało czasu wolnego było trochę za dużo, jednak nie powiem, abyśmy się
nudzili. Tuż obok przejazdu kolejowego na głównej drodze wioski, znajduje
się Szkoła Podstawowa, gdzie w pobliskim budynku pan Sawczyński, wraz ze
swoim bratem ulokowali wystawę „Dziwy natury” (link do galerii pod tekstem)
– kolejny dowód na wszechstronność działań opiekuna kolejki. Po krótkim
spacerze, i kilku mniej kolejowych przygodach, nie mieszczących się już w
ramach przewodniego tematu tego tekstu, postanawiamy zająć wcześniej miejsce
w pociągu – tym razem w wagonie zamkniętym (drugi za lokomotywą). Kilka
minut po godzinie 13 ruszamy w podróż powrotną – komfort jazdy znacznie
lepszy niż kilka godzin wcześniej. Podróż mija spokojnie, krajobraz
obserwujemy już bez dokuczającego dymu wyduszanego przez Lyd1 czy chłodu
powietrza. I tak rozkoszując się jazdą EKW dojeżdżamy powoli do Ełku.
Dobiegła końca 4-godzinna wycieczka szlakiem Ełckiej Kolei Wąskotorowej.
Zamieniamy kilka słów z Gospodarzem i tylnym wyjściem opuszczamy teren
stacji żegnającej nad odgłosem trąbiącej lokomotywy. Wrażenia z pierwszego
przejazdu wąskotorową koleją jak najbardziej pozytywne, jednak najbardziej z
całej wizyty w pamięci zapadł mi do dnia dzisiejszego spacer po bocznych
torach stacji i możliwość obejrzenia z bliska wystawy taboru.
Jest około godziny 14:50, do Giżycka postanawiamy wrócić ostatnim sensownym
połączeniem (czyt. przy dziennym świetle), pociągiem pospiesznym „Podlasiak”
– tym samym, którym rano przybyliśmy do Ełku. Do 18:30 mamy sporo czasu.
Wypełniamy go wizytą w „Mini zoo”, zlokalizowanym około 800 metrów od EKW i
spacerem po Ełku nad jezioro Ełckie. Na stacji zjawiamy się już przed 18,
pociąg przyjeżdża zgodnie z rozkładem. Frekwencja większa niż rano. Bez
większych problemów docieramy do Giżycka, gdzie po kilkuminutowym postoju
pociąg „Podlasiak” opuszcza tor przy peronie giżyckiej stacji i rusza w
dalszą drogę w blasku promieni zachodzącego słońca.
Paweł Wagner
sierpień 2005 r.
« powrót do spisu artykułów |




















|